W poprzednim wpisie cieszyliśmy się z faktu, że Polska jest europejskim liderem w otwieraniu danych. Ale same dane, choćby najdokładniejsze, są jak ropa naftowa – bez silnika, który je spali, pozostają tylko gęstą, bezużyteczną cieczą. Tym silnikiem w nowoczesnym państwie jest Civic Tech.

Co kryje się pod tą nazwą? W skrócie: to technologia tworzona nie po to, by przynieść szybki zysk akcjonariuszom, ale po to, by nam wszystkim żyło się lepiej, prościej i bardziej świadomie. To moment, w którym programiści, analityczki i aktywiści NGO siadają razem, by naprawić kawałek rzeczywistości.
 

Więcej niż „aplikacja od rządu”

Często mylimy Civic Tech z e-administracją. Różnica jest jednak kluczowa: e-administracja (jak mObywatel) to narzędzia, które daje nam państwo. Civic Tech to narzędzia, które my tworzymy dla siebie nawzajem, często patrząc państwu na ręce.

W Polsce mamy fantastyczne przykłady takich działań. To dzięki organizacjom takim jak Fundacja Moje Państwo czy Koduj dla Polski, dane publiczne zmieniają się w czytelne wykresy, które pokazują, jak głosują nasi posłowie lub na co wydawane są pieniądze z naszych podatków. To ruch, który wierzy, że demokracja w XXI wieku potrzebuje dobrego UX i sprawnej wyszukiwarki.
 

Technologia z misją (i bez reklam)

Najpiękniejsze w Civic Techu jest to, że rozwiązuje problemy, które dla wielkich korporacji są "nierentowne".
  • To mapy dostępności miast dla osób na wózkach.
  • To lokalne czujniki smogu budowane przez sąsiadów.
  • To platformy do budżetu obywatelskiego, gdzie Twój głos realnie zamienia się w nowy plac zabaw pod blokiem.
  • To projekty napędzane pasją, często działające na zasadach open source – każdy może podejrzeć kod, poprawić go i zainstalować w swoim mieście.

Dlaczego to właśnie teraz jest to istotne?

Żyjemy w czasach szumu informacyjnego i AI, która potrafi wygenerować dowolną nieprawdę. W tym chaosie Civic Tech jest kotwicą. Daje nam dostęp do surowych faktów podanych w przystępny sposób. Buduje most między urzędem a obywatelem, który zamiast stać w kolejce, chce po prostu załatwić sprawę lub sprawdzić, czy jego radny dotrzymuje obietnic.

Polska "otwartość cyfrowa", o której pisałem ostatnio, to dla środowiska Civic Tech wymarzone środowisko. Mamy paliwo (dane) i mamy genialnych inżynierów. Jedyne, czego potrzebujemy, to świadomość, że każdy z nas może z tych narzędzi korzystać – i wspierać tych, którzy je tworzą.